W przypadku Mandrivy użytkownik musi się liczyć ze znacznym spowolnieniem środowiska, niedziałającymi ikonkami na pulpicie i niedziałającym Mandriva Control Center czyli pakietem programów, napisanych w perlu, do kontroli zachowania systemu. W przypadku OpenSUSE należy spodziewać się tego samego, jednak YaST odpowiednik Mandriva Control Center, jest o wiele bardziej zaawansowany, działa w ncurses czyli trybie pseudograficznym i co najważniejsze rzeczywiście działa. Spowolnienie i przeładowanie środowiska pracy jest jednak straszliwe. Twórcy wyszli chyba z założenia, że użytkownikowi przyda się absolutnie wszystko, w tym antywirus. Jest to totalny przerost formy nad treścią. W odróżnieniu od dystrybucji dla początkujących, istnieje wiele dystrybucji dla zaawansowanych. Te zwykle są najszybsze, mają najmniejsze wymagania i są najbardziej konfigurowalne, choć też trudne w obsłudze. Nie posiadają one zwykle żadnego "centrum sterowania" czy innego panelu do administrowania systemem. Nikomu po prostu by nie przyszło na myśl, że jest mu takie coś w ogóle do czegokolwiek potrzebne. Wszak taki graficzny konfigurator nie wiadomo co zrobi, a modyfikując pliki w /etc ręcznie, można być pewnym za skutki przeprowadzanych zmian. Fakt, trzeba się znać i uczyć obsługi, ale przynajmniej nic administratora nie zaskoczy.